Wczoraj 20 sierpnia minęło siedem lat odkąd Ninka jest z nami w domu. Oczywiście przez te 7 ostatnich lat było jeszcze kilkanaście / kilkadziesiąt pobytów szpitalnych, ale od 20 sierpnia 2010 r. mogliśmy być już zawsze z nią! Dla przypomnienia nasza córeczka, urodziła się w 11 września 2009 r. w 23 tygodniu ciąży. Zatem dopiero po 343 dniach ciągłego przebywania na szpitalnych oddziałach intensywnej opieki medycznej w całej Polsce, mogliśmy Ninkę zabrać do domu.

Rocznica ta skłania mnie do refleksji nad stanem zdrowia i postępami w rehabilitacji Niny. Tak naprawdę, patrząc na to z perspektywy czasu, zabierając Ninę do domu, kompletnie nie wiedzieliśmy co nas czeka, a moje wyobrażenia na temat przebiegu leczenia i rehabilitacji dziecka były wręcz abstrakcyjne. Jak przypomnę sobie, że jako ojciec Ninki zakładałem, że nauka przełykania zajmie 3 do 5 miesięcy, to chce mi się dziś z siebie śmiać. Rehabilitacja tego tak ważnego elementu życia dziecka trwała 6 lat i, że w ogóle się udała jest wśród wielu lekarzy postrzegana jako cud! A gdzie jeszcze umiejętność gryzienia?

Jak wiele pracy i wyrzeczeń kosztowało nas rodziców te łącznie niespełna 8 lat życia naszej córeczki, chyba nie jesteśmy w stanie nikomu kto tego nie przeżył przekazać. Setki nieprzespanych nocy, morze łez, tony nadziei, ale też sporo uśmiechu i co by tu nie mówić jeszcze więcej radości, że Nina jest z nami i robi postępy. Przecież nikt jej nie dawał szans na przeżycie.

Przez te lata bycia rodzicami tak chorego dziecka jakim jest Nina, przyświeca nam motto, żeby robić dla Ninki wszystko co jest w zasięgu naszych mozliwości, aby nigdy nie żałować, że czegoś się nie zrobiło.

Marcin Meszko

Nina po kilku dniach w domu Ninka po kilku dniach w domu

 

Nina świętuje 7 lat w domuSwiętowanie 7 lat w domu, duże lody i bita śmietana w ulubionej kawiarni Lenkiewicz